Nie rozumiem ludzi. Nie potrafię pojąć moim umysłem ich toku rozumowania. Może nie wszystkich, ale zaskakująco wielu. Skłania mnie to do refleksji, czy to ja jestem nienormalna, czy raczej na odwrót. Z tym pierwszym potrafię się jeszcze pogodzić, ale drugie mnie przeraża. Jedną osobę, zwłaszcza moją skromną osobę, ten świat przeżyje, ale takich rzeszy, takich tłumów może już nie znieść. Więc jeśli ktoś uprze się przy stwierdzeniu, że ze mną wszystko gra, zacznę opowiadać się za jakąś wojną atomową albo będę mocna trzymać kciuki za asteroidy, żeby w końcu trafiły w tę niedorobioną planetę.
W następnym akapicie wyjaśnię, skąd biorą się moje niewesołe przemyślenia. Nic bardziej prostego. Otóż chodzę do szkoły. To dość ciekawe miejsce, w którym można spotkać (nie wiem czy to odpowiednie słowo) intrygujące osoby. Niektóre naprawdę mówią tak, że chętnie się ich słucha, inni niestety nie mówią nic, część niestety mówi coś, a spora część pewnie byłaby chętnie wysłuchana przez psychiatrę. A przynajmniej ja bym ich tam wysłała. W kaftanie byłoby im do twarzy. Chociaż knebel również sprawdziłby się nieźle. Niedawno mieliśmy zastępstwo. Jak to bywa podczas matur, nauczyciela nie było. Z tego też powodu spotkała nas wątpliwa przyjemność poznania innych sposobów nauczania niż te dotychczas nam już znane. A że akurat omawialiśmy "Zbrodnię i karę" temat mniej więcej brzmiał - "dyskusje na temat zbrodni". Początkowo nic specjalnego się nie działo, więc w spokoju mogłam robić zadanie z chemii. Potem jednak dziwnym trafem temat zmienił się na eutanazję. W zasadzie nie wiem do końca, jak od Raskolnikowa doszliśmy do takiego wątku, niemniej jakoś się nam to udało. I tutaj nasza dyskusja zamieniła się w coś, co naprawdę ciężko nazwać. My, młodzi, siedmnasto/osiemnastoletni ludzie stanęliśmy, przynajmniej w większości, po stronie zwolenników eutanazji. Pierwszy argument przeciwko był w miarę rozsądny, obciążanie kogoś swoją śmiercią. Może jeszcze wspomnę, że wszyscy mówili o sytuacji, kiedy sami prosimy o to, by pozbawiono nas życia. Uważam, że jeśli człowiekowi nie da się już pomóc możemy mu chociaż zapewnić godną, bezbolesną śmierć, jeżeli takie jest jego życzenie. Jak wspomniałam, powyższy kontrargument wydał mi się niepozbawiony sensu. Jednak lekarz może przecież odmówić. Skoro się zgadza, to nie powinniśmy chyba odczuwać wyrzutów sumienia, raczej wdzięczność. Nie każdy patrzy na tę sprawę w taki sam sposób. Można to postrzegać jako skrócenie cierpienia, nie tylko odebranie komuś życia. I wcale nie trzeba być socjopatą, by tak uważać. A do takiego wniosku doszła nauczycielka. Później było coś jeszcze o zabawie w Boga (stwierdzenie, że ateiści niekoniecznie muszą się tym przejmować przeszło bez echa), zabijaniu starych ludzi i matek w depresji poporodowej. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie sugerowałby duszenia kobiet pępowiną, bo są w depresji. Pominęłam tu zupełnie aspekt prawny. We wszystkich cywilizowanych krajach osoba, która prosi o eutanazję musi zostać przebadana przez przynajmniej dwóch niezależnych psychiatrów, potem zebranie komisji lekarskiej, która podejmuje ostateczną decyzję. To nie jest wizyta na pobieraniu krwi - igła, strzykawka, pięć minut i po wszystkim. Nie spłycajmy tego tematu. Nie wyolbrzymiajmy. A na koniec, skoro sami zaczynamy dyskusję na dany temat, nie traktujmy naszych rozmówców jako gorszych. A niestety tak było. Nie mogliśmy mieć racji, bo byliśmy tylko uczniami
Sytuacji jak ta powyżej jest mnóstwo. Tylko szczególnie boli fakt, że dzieją się w szkole. W miejscu, gdzie powinniśmy się uczyć samodzielnie oceniać wiele spraw, wyrabiać własne zdanie, szanować poglądy innych, a jednocześnie dyskutować o nich. A my spotykamy się wręcz z pogardą i dyskryminacją z racji odmiennego, ale własnego, zdania. A potem wielkie zdziwienie, że w co drugiej ankiecie odpowiedź "Nie wiem" zostaje wytypowana przez prawie połowę pytanych. Uczniowie zaś dalej, czy im się to podoba, czy nie, mają głowy napychane poglądami nauczycieli, bo ich własne opinie osoby uczące mają głęboko w poważaniu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nic. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 maja 2015
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)